Kiedy warto dołożyć więcej? Dwie sprawdzone zasady.

Jako konsumenci dość często spotykamy się z sytuacją w której zastanawiamy się czy dokładając trochę  większą kwotę na dany produkt (bez względu na branżę), robimy dobry interes. No właśnie, czy mając zaplanowane 1000 zł na klasyczne buty, warto dodać jeszcze 500 zł by kupić takie za 1500 zł? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. To zależy 🙂 Podzielę się z wami moimi dwoma kryteriami, które zazwyczaj pozwalają rozwiązać ten dylemat.

Teoretycznie można by odpowiedzieć, że skoro masz możliwość zwiększyć budżet, to zawsze warto to zrobić, bo najpewniej otrzymasz lepszy produkt. Co to może oznaczać? Lepszy materiał, lepsze wykończenie, lepszy design, lepszą funkcjonalność, lepszą obsługę klienta, wyższy komfort, większy prestiż, poczucie posiadania produktu lepszego i wiele innych cech. Dotyczy to w zasadzie każdego rodzaju produktu: samochód, hotel, zegarek, koszula, odkurzacz, laptop, sofa.  Rzecz w tym, by samemu rzeczywiście te różnice dostrzegać i co najważniejsze – uznawać je za wartość dodaną, co wcale nie jest takie oczywiste.

Ja tak mam z wieloma produktami. Na przykład z winami. Niespecjalnie odczuwam różnice pomiędzy winem za 100 zł i za 200 zł. Albo inaczej – nie czuję wartości dodanej przy tej droższej opcji, bo wino za 100 zł w zupełności spełnia moje oczekiwania w stosunku do tego rodzaju produktu. Po co więc przepłacać? Nie robię tego. Ale to wcale nie oznacza, że każdy musi tak postępować z winami. Nie, absolutnie, to tylko przykład. Po prostu chodzi o to, by samemu znać pewną hierarchię cech, które dla nas samych są najważniejsze w odniesieniu do konkretnych produktów i usług, bo to w dużym stopniu pozwoli uniknąć tzw. dysonansu pozakupowego, czyli reakcji po zakupie, gdy zaczynamy się zastanawiać czy aby na pewno dokonaliśmy dobrego wyboru („a może trzeba było wziąć hotel czterogwiazdkowy?”, „a może niepotrzebnie kupiłem ten droższy rower?” itp.).

Mam znajomego, którego namówiłem kiedyś na zakup butów marki Meka (akurat były w dobrej promocji). Dotychczas nosił raczej produkty marek typu Ryłko, Kazar czy Gino Rossi, więc teoretycznie był to duży przeskok jakościowy, bo przecież Meka robi bardzo porządne obuwie. Po kilku miesiącach zapytałem go jak się sprawują te buty i ku mojemu zdziwieniu odpowiedział, że woli te które nosił dotychczas. Po prostu stwierdził, że on nie odczuwa tego, by te buty były lepsze czy ładniejsze, a w dodatku te tańsze są wygodniejsze i lżejsze. Czyli miał poczucie, że niepotrzebnie wydał trzy razy więcej, choć dość dokładnie mu wskazałem w czym te buty są lepsze. On tego nie odczuł. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ każdy klient jest inny, może mieć inne priorytety zakupowe i inaczej oceniać plusy i minusy danego produktu/usługi.

Ale warto dodać, że ta „lepszość” produktu wcale nie musi bazować na cechach czysto technicznych, które łatwo zweryfikować (np. tkanina łatwiejsza w prasowaniu, trwalsza, przyjemniejsza w dotyku, ładniejsza), bo dla wielu klientów istotniejsze są inne cechy. Na przykład marka, jej prestiż, ograniczona dostępność itd. Zastanawialiście się nad fenomenem produktów marki Supreme? To wcale nie są jakieś wysokojakościowe produkty, a osiągają kosmiczne ceny. Co więcej, ich klienci uważają, że robią super interes kupując ich produkty. Dlaczego tak się dzieje? Bo są konsumenci dla których ważniejsze są inne cechy, niż te czysto „namacalne”.

Jest jeszcze jedno kryterium, które polecam wam do rozważenia przy decyzjach zakupowych. Ja jestem zwolennikiem przekraczania budżetu i wydawania większych kwot na produkty, które rzeczywiście będą często użytkowane. Bo wtedy niemal codziennie będziesz się cieszył tym zakupem. Uważam, że nie ma sensu wydawać większych sum na przedmioty, które będą leżeć w szufladzie albo które będziesz używał raz na rok (np. smoking).

Ja tak mam z zegarkami. Nie noszę ich zbyt często (w ostatnich latach w zasadzie bardzo rzadko) i dlatego nie czuję potrzeby posiadania czasomierza za kilkanaście tysięcy, choć teoretycznie mógłbym sobie na to pozwolić. Nie widzę w tym wartości dodanej. W zupełności wystarcza mi coś znacznie tańszego. Co nie oznacza, że każdego do tego namawiam. Nie, po prostu mnie ten temat nie kręci, ale wiem, że jest wielu pasjonatów tego tematu, którzy wydają na zegarki równowartość auta średniej klasy i mają z tego radochę. I o to w tym chodzi. Żeby robić to po swojemu, a nie dlatego, że inni tak twierdzą albo że jest jakaś niepisana zasada (np. ta o mówiąca, że dobrze jest posiadać zegarek o równowartości swojej miesięcznej pensji). Chodzi o to, by po kilku miesiącach/latach mieć poczucie dobrze wydanych pieniędzy.

Ciekaw jestem jakie wy stosujecie kryteria, gdy pojawia się w waszej głowie pytanie „a może warto dołożyć więcej?”. Napiszcie w komentarzach.

 » Czytaj dalej

Powered by the Echo RSS Plugin by CodeRevolution.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.