Pokażemy wam „Młode polskie rzemiosło” – zapowiedź nowego cyklu

Stali czytelnicy zapewne wiedzą, że od początku istnienia bloga chętnie promuję tutaj polskie marki i to nie tylko te odzieżowe, ale także z innych branż. Przypomnę chociażby bardzo popularne artykuły o polskiej porcelanie i ceramice (tu część 1, a tu część 2), natomiast dzisiaj chciałbym zapowiedzieć cykl, który chodził mi po głowie od dłuższego czasu i cieszę się, że udało mi się znaleźć mecenasa tego projektu. Otóż od dawna chciałem pokazać nie tylko małe i średnie marki, ale także prawdziwych rzemieślników, czyli malutkie pracownie w których powstają produkty w bardzo małych ilościach, z dużym nakładem pracy ręcznej, a każdy z tych produktów jest inny. Cieszę się, że w ostatnich latach powstaje coraz więcej takich pracowni, bo to oznacza, że rodzimy klient docenia produkty tworzone w ten sposób.

Co warte podkreślenia, w tym projekcie chcemy się skupić nie na pracowniach, które prowadzą fachowcy w sile wieku, ale młode osoby, które widzą dla siebie szansę w tych nieco zapomnianych zawodach. Pokażemy ludzi, którzy robią nowe rzemiosło po swojemu. 

Ale w pierwszym odcinku chcielibyśmy wam przybliżyć partnera tego cyklu, czyli amerykańską markę Maker’s Mark, której bourbon wpisuje się w ideę handmade, a opowie o tym Janusz Trendewicz – ambasador Maker’s Mark. Zachęcamy do przeczytania naszej rozmowy, ale też do obejrzenia skróconej wersji w formie wideo.

Mr. Vintage: Janusz, wspólnie z marką Maker’s Mark chcemy pokazać młodych polskich rzemieślników, którzy w czasach zdominowanych przez masową produkcję, tworzą produkty po swojemu – ręcznie, powoli, z użyciem dawnych technologii. Ale z tego co wiem, to marka Maker’s Mark, choć nie należy do małych, to też do tego tradycyjnego rzemiosła się odwołuje i nie są to wcale hasła marketingowe, lecz fakty. Jakbyś mógł mi powiedzieć które etapy produkcji nie obejdą się u nich bez ręcznej pracy prawdziwych rzemieślników.

Janusz Trendewicz: Maker’s Mark jest produktem bardzo wizjonerskim, bo choć marka ta powstała stosunkowo niedawno, były to lata 50. ubiegłego wieku, to od samego początku jej założyciele wierzyli, że craft będzie kiedyś modny (a teraz bez wątpienia jest) lub po prostu byli takimi pionierami swoich czasów i trochę nieświadomie wyprzedzili trendy, robiąc po prostu swoje. Bardzo mocno chcieli odwoływać się do tradycji tej branży, od początku chcieli tworzyć produkt premium i tak pozostało do dzisiaj. W zasadzie na każdym etapie produkcji można u nich wskazać typowo rzemieślnicze metody, co z punktu widzenia ekonomii nie ma większego sensu, ale oni to robią, bo szanują rodzinne tradycje i wierzą, że idzie za tym jakość.

A co nadal jest tam robione ręcznie? Zacznę od beczek, bo jest to jedna z niewielu destylarni w Stanach, która ma własną manufakturę bednarską. Obecnie większość firm z tej branży kupuje beczki od zewnętrznych dostawców, a tutaj zatrudnieni są prawdziwi rzemieślnicy, którzy te beczki wykonują na miejscu.

Druga rzecz – charakterystyczny czerwony wosk, czyli chyba najpiękniejszy element całej butelki. Wyobraź sobie, że mimo iż produkujemy całkiem sporo tych butelek, to nadal każda sztuka jest ręcznie zanurzana w czerwonym wosku (23 sztuki na minutę). Dzięki temu każda butelka Maker’s Mark wygląda nieco inaczej, nie ma dwóch takich samych na świecie.

Trzecia rzecz – etykiety. Jeśli się im przyjrzysz, to nie ma na nich nic nowoczesnego – nie ma złotych liter, nie ma błyszczącej powierzchni i wielokolorowych grafik. Jest prostota – kremowy papier i czarny nadruk. Dlaczego tak wyglądają? Bo nadal są drukowane i wycinane na starej maszynie drukarskiej Chandler & Price z roku 1935. Oczywiście obsługuje ją człowiek.

MRV: Chciałbym jeszcze wrócić do najbardziej charakterystycznego detalu butelki Maker’s Mark, czyli czerwonego wosku. Powiem ci szczerze, że gdy kilka lat temu po raz pierwszy zobaczyłem butelkę Maker’s Mark na półce sklepowej, to byłem przekonany, że to jest jakaś plastikowa nakładka na nakrętkę, jednakowa na każdym egzemplarzu. Dopiero gdy się bliżej przyjrzałem, to okazało się, że każda sztuka jest inna. Skąd ten pomysł i kto to wymyślił?

Wymyśliła to Margie Samuels, żona Billa Samuelsa Seniora, który był założycielem destylarni. To kobieta wizjonerka tamtych czasów. Ja się śmieję, że gdyby dzisiaj ktoś wpadł na pomysł stworzenia od podstaw tak dopracowanego produktu, to wielu marketingowców musiałoby się na tym głowić i nie wiem czy zrobiliby to tak dobrze jak Margie. Jednym z elementów, którym Margie chciała wyróżnić ten produkt, był właśnie czerwony wosk na szyjce butelki. Podobno zainspirowała ją wizyta we francuskiej knajpce, gdzie jako świeczniki wykorzystywano butelki po koniakach. Niby prowizorka, ale bardzo urocza. Od góry wkładano świecę, a spływający wosk tworzył takie jakby zastygające krople na szyjce butelki.

Margie postanowiła to wykorzystać na linii produkcyjnej w destylarnii. Jako biochemiczka, stworzyła recepturę specjalnej substancji (wosk zmieszany z polimerem), która jest podgrzewana w specjalnych kotłach i która zastyga po kilkunastu sekundach od nałożenia na szyjkę butelki. Doświadczeni pracownicy maczają każdą butelkę schodzącą z linii produkcyjnej w tempie mniej więcej 23 sztuk na minutę. Oczywiście każdy egzemplarz wygląda inaczej, bo nie da się tego wosku nałożyć jednakowo.

MRV: Ten wosk zawsze jest czerwony?

Zazwyczaj tak, ale nie zawsze. Ta czerwień stała się znakiem rozpoznawczym Maker’s Mark i ona odnosi się do czerwonej pszenicy ozimej, czyli tego drugiego zboża w mieszance Maker’s Mark. Ale od czasu do czasu pojawiają się także edycje limitowane w innym kolorze (np. niebieskim, złotym, srebrnym), a nawet edycje wielokolorowe np. biało-niebiesko-czerwona, wypuszczona na 4 lipca.

MRV: A to maczanie butelek to prosta operacja? Próbowałeś to zrobić będąc w ich destylarni?

Rzeczywiście miałem okazję być w destylarni Maker’s Mark również na stanowiskach, gdzie pracownicy maczają butelki i odpowiem tak – wszystko jest trudne gdy robisz to pierwszy raz. To musi być wprawny ruch dłonią i za pierwszym razem rzadko to się udaje, ale sądzę, że gdybym dłużej poćwiczył, to też byłbym w stanie robić te 23 sztuki na minutę, więc nie jest to aż tak trudne.

MRV: W naszej rozmowie wspomniałeś o roli Margie Samuels,

 » Czytaj dalej

Powered by the Echo RSS Plugin by CodeRevolution.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.